środa, 24 kwietnia 2013

jak to jest w Indianie

Osoba w komentarzu zapytala sie mnie czy moglabym napisac cos o ludziach z indiany, a ze wzgledu na to ze na blogu nie jestem za bardzo aktywna to w sumie moge cos napisac :)
Ogolnie to jak ja widze otoczenie jest w sumie moja opinia i to w dodatku oganicza sie tylko do spostrzezen z Perry County (poprzedniego placementu) i Evansville, w ktorym znajduje sie obecnie. Ciekawostka jest, ze w calej Ameryce, Evansville jest uwazane za najtlustrze miasto, wiec wydaje mi sie ze to mowi samo za siebie.
W Perry County mieszkalam po totalniej country side, sami red necks, pola, uprawy, pick up trucks, zwierzeta hodowlane i -jak dla mnie-zero rozrywkowego zycia. Ludzie byli dosc leniwi, ich najwieksza rozrywka bylo zrobienie ogniska raz na 3miesiace, czy pojechanie na zakupy na kilka godzin do Evansville. Szkola? Ludzie oczywiscie oprawiali sporty po szkole, wbrew pozorom czytali duzo ksiazek, (zdarzalo sie ze nawet dwie na raz), chodzili na wszystkie mecze footballu, kosza itd (bo to byla jedna z tych ich 'rozrywek') i w przypadku moich hostow kupowali juz we wrzesniu sukienki na christmas dance i prom. Wszystko bylo dosc szare, nastolatki w szkole nie wydawaly sie byc szczesliwe i pelne mlodzienczej energii. Bardzo ciezko bylo zawrzec znajomosci, wydawali sie byc nieobyci z osobami z wymiany (pomimo ze maja ich co roku). Pytania typu: czy kiedykolwiek jadlam czekolade i czy mamy w Polsce cukierki rozbrajaly mnie do tego stopnia ze nie wiedzialam czy smiac sie czy plakac. Milion razy dziennie padalo zdanie "We should hang out", po czym oczywiscie nigdy sie nie spotykalismy po szkole czy weekendami. 3/4 osob w szkole chodzilo w dresach i pizamach do szkoly i szczerze mowiac kazda 'odmiennosc' byla dla nich dziwna i wedlug mnie - nie mieli tolerancji.
Obecnie jest troche inaczej. Z Perry County do Evansville jest jakas godzina drogi samochodem, a mam wrazenie jakbym znajdowala sie 3stany dalej. W dalszym ciagu ich pojecie 'rozrywka' jest troche odmienne niz moje, ale nie jest im obce chodzenie do kina w weekendy, chodzenie na domowki, czy po prostu  chodzenie razem na jedzenie, czy zakupy. Bardzo duzo osob ma treniingi po szkole (czasami sa zaangazowani w dwa sporty np. biegi i baseball), nauka jest dla nich wazna i czasem naprawde wyciskaja ostatnie poty zeby dostac sie do dobrego collegu. Co sprawia u mnie podziw to to, ze praktycznie kazdy ma prace po szkole. To wszystko oczywiscie przyczynia sie do tego ze w tygodniu nastolatki raczej sie nie spotykaja ze soba.
Ale no niestety jakby sie mnie ktos zapytal Ameryka,czy Polska? Odpowiedzialabym Polska. Brakuje mi polskiej mentalnosci, nie wiem dlaczego, czytam blogi i widze ze ogolnie ludzie maja dobre kontakty z Amerykanami i lubia ich. Ja tez, ale pomiedzy naszymi sposobami myslenia wyczuwam dosc gruba sciane. Jak dla mnie sa oni dosc ograniczeni w swoim swiecie. Jakby istniala Ameryka i wszystko co po za jej granicami jest jakas nieznana dzungla. Inne poczucie humoru, dosc falszywe bycie milym nawet jak sie nie chce byc milym. Szczerosc. Tego chyba tu nie ma. To prawda ze zycie tu jest latwiejsze, wszyscy sa szczesliwi i wydaje sie ze wszystko jest takie latwe i przyjemne, ale jak dla mnie jest to po prostu niewiedza i brak realnego patrzenia na zycie. Nie wiem daczego tak to spostrzegam, moze to jest nieprawda, ale tak to dla mnie wyglada.
Ogolnie amerykanska szkola jest zupelnie jak w filmach. Moze procz dzielenia sie na grupki - plastiki, kujony itd..Wszyscy do tej samej szkoly chodza od podstawowki, wiec znaja sie od bobasow. Nawet jak szkola jest duza to kazdy zna kazdego i kazda plotka rozprzestrzenia sie blyskawicznie, wiec wszyscy wiedza wszystko o sobie.
Wracajac do poczatku, apropo jedzenia to mam juuzz dooosscc. No fast foody. Wiekszosc nie przepada za owocami czy warzywami, nie jedza za duzo zup. Ogolnie od kilku tygodni jem byy przezyc, bo nie sprawiami to przyjemnosci. Wszyscy kochaja Taco Bell i smieszne to troche ale to jedyna restauracja ktorej nienawidze z calego serca jak tylko moge to omijam szerokim lukiem. Za to Olive Garden (wloska restauracja) jest po prostu idealna w kazdym daniu z menu haha
Wszystko w Ameryce jest inne, nawet nie wiem czy jest chociaz jedna rzecz wspolna z Polska. Tesknie za tym ze ludzie dbaja o to jak wygladaja, za tym ze kazdy dom w Polsce ma tradycje, za tym ze ludzie sie przejmuja i spedzaja aktywnie i  zdrowo czas. W Indianie nikt nie chodzi na spacery, nawet w duzych miastach nie spotkasz duzo ludzi na chodnikach. Mam wrazenie ze oczywiste rzeczy sa dla nich jakas duza nowoscia. Nie mam pojecia jak to by bylo jakbym byla w innym stanie i czy moze byloby lepiej czy nie, ale wydaje mi sie ze tak jak kazde miasto w Polsce jest inne ale ogolnie Polacy maja ta sama mentalnosc, tak samo jest z Ameryka, wiec wydaje mi sie ze jednak nie moglabym tu zostac na stale. Co do znajomosci...mam ich wiele, ale tylko z ludzmi z Europy czuje ta - connection.

Piszac to uswiadomilam sobie ze jakos ciezko jest mi ubrac wszystko w slowa bo jest tego bardzo duzo. Dlatego wole nie pisac nic bo wszystko co pisze nie oddaje charakteru tego calego zycia tutaj.
P.S. za kazdy blad ortograficzny przepraszam, sama z siebie sie smieje jak czasem pisze proste wyrazy z bykami o.O haha

niedziela, 14 kwietnia 2013

Can i go home already?

Stwierdzilam, ze praktycznie kazda notke zaczynam od zdania "jak ja tu dlugo nie pisalam", ale chyba tym razem przebilam wszystko. Ojj..
Brakuje mi uzywania polskich znakow, jak pisze :(
Tak ogolnie to strasznie czas szybko leci..niby sie dluzy, ale szybko zlatuje. Nie mam pojecia, kiedy to zlecialo odkad w styczniu zmienilam hostow, a juz mamy polowe kwietnia i skonczylam 19lat co oznacza ze zaczelam moj ostatni nastoletni rok, co wcale mnie nie uszczesliwia.
Patrzac z tego punktu, w ktorym teraz sie znajduje moge opisac te miesiace jednym slowem: emocje, emocje, emocje. Mialam tysiace etapow, ze szczescia w zmieszanie, placz i histerie; zastanawialam sie nad zostaniem na studia tutaj, a kazdy dzien coraz bardziej mi pokazuje jak bardzo dom jest domem i jak bardzo chce juz w nim byc. Od ostatniej notki przezylam wiele smutnych chwil, co wiecej, raz prawie sie pakowalam i wracalam, ale jak widac wciaz tu jestem i prawopodobnie do 15 czerwca nigdzie sie nie wybieram. No moze procz do Nowego Yorku. Choc tak bardzo nie moge sie doczekac az stane na polskiej ziemi.
Przez ostatnie miesiace:

Bylam w Indianapolis (stolica Indiany) na meczu kosza Lakers vs. Pacers


Scielam wlosy
Mialam urodziny
Gralam nawet w beerponga
Jako osoba, ktora nienawidzi kotow poczulam dziwna wiez z tymze kotem - Raini i kocham ja mocno.

Bylam w St. Louis


I po odwiedzeniu zoo jeszcze bardziej utwierdzilam sie w przekonaniu, ze moj kolejny cel to pojechac do Afryki jako wolontariusz.



 Ale jakby nie bylo moim najwiekszym terazniejszym celem jest zdobyc diploma i wracac do domu, dostac sie na studia i wszystko poukladac.
Amerynskie zycie ktore sklada sie z 75%  martwienia sie 'co by tu zjesc' a kolejne 25% z biernego trybu zycia juz mnie przeroslo i tak bardzo juz teraz rozumiem czemu na tych wszystkich filmach wszyscy tak bardzo kochaja Europe.

Ja bym po prostu chciala zjesc kotleta z ziemniakami i surowka i chodzic na spacery, gdzie dookola mnie sa ludzie a nie puste drogi :(